O autorze
Róża Thun w Parlamencie Europejskim jest członkinią Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów oraz Komisji Kultury i Edukacji.
Jako jedyna Polka dwukrotnie wybrana najlepszą europosłanką w 2011 i 2013 roku, już podczas pierwszej kadencji.
Jedna z głównych inicjatorek kampanii informacyjnej przed referendum akcesyjnym. Szefowa Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce (2005-2009). Prezeska Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana (1992- 2005).
Żona, matka czwórki dzieci."

„Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”

„Nie przenoście nam stolicy do Krakowa” śpiewa Turnau i Sikorowski. Stolycy nie, ale taka gospodarna prezydent, to by się nam przydała. Tyle, że wiem: warszawiacy nie są głupi i jej nie oddadzą.

To konkretne referendum irytuje mnie szczególnie dlatego, że nie lubię robienia wrzasku dla wrzasku i rozwalania bez pomysłu na ciąg dalszy. „Odwołajmy!” machają szabelką, ale po co? Żeby powołać kogoś lepszego? Kogo? Przecież wyraźnie wynika z sondaży, że gdyby dziś były wybory na prezydenta miasta, to wygrałaby je po raz trzeci Hanna Gronkiewicz-Waltz. Więc po co wyrzucać do śmieci 3 mln złotych (bo tyle kosztuje to referendum) na rok przed wyborami samorządowymi?



Już chyba wszyscy wszystko powiedzieli i napisali. Ostatnio świetnie i jasno prof. Jerzy Stępień, Dominika Wielowieyska, prof. Mirosław Wyrzykowski i wielu innych. Pozostaje tylko pytanie: czy wszyscy wszystko przeczytali? Czy w ogóle cokolwiek przeczytali, zanim wykrzyknęli: „To nasz obywatelski obowiązek!”.

Mam mocne doświadczenie w współorganizowaniu referendum. 10 lat temu oddałam kawał mojego czasu i energii, na namawianie Polaków do wzięcia udziału właśnie w referendum. Ale dotyczyło ono zasadniczej dla nas wszystkich decyzji, a mianowicie wejścia do Unii Europejskiej. Był to moment historyczny, który zmienił pozycję Polski na politycznej i gospodarczej mapie świata. Tamto referendum dotyczyło tematu niezwykle ważnego, budowało.

Irytuje mnie też wmawianie warszawiakom nieprawdy, o tym, że na referenda trzeba chodzić i że to jest taki sam obywatelski obowiązek jak uczestniczenie w wyborach. Właśnie tym się różni referendum od wyborów. Referendum jest pomyślane po to, żeby w nim brać udział, jeśli zgadzam się z jego pomysłem i wtedy powiedzieć TAK lub NIE, albo nie iść, jeśli pomysł uważam za bezsensowny. Referendum to jest rodzaj zaproszenia, z którego mogę skorzystać lub nie. Ja z reguły nie uczestniczę w wydarzeniach, których idei nie popieram, a które samą swoją obecnością mogłabym uwiarygodnić lub przyczynić się do ich sukcesu. Mam wrażenie, że wielu warszawiaków, którzy świetnie widzą hucpę pomysłodawców referendum, nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że idąc po to żeby zagłosować za panią prezydent, wspierają jej odwołanie. I głównie do nich piszę ten tekst. Nie idźcie po prostu. To będzie bardzo obywatelska postawa. Jeśli macie wątpliwości i kilka minut wolnego czasu, to przeczytajcie teksty, do których linki podaję Wam powyżej.

A w niedzielę przyjedźcie na spacer po krakowskich Plantach. Ja tam będę.
Trwa ładowanie komentarzy...